Czy zorganizowane życie musi być nudne? Niekoniecznie! Zobacz jakie zalety ma planowanie i gdzie w tym wszystkim jest miejsce na spontaniczność.

Przez wiele lat wzbraniałam się przed planowaniem. Nie lubiłam tych wszystkich list. Źle się czułam, gdy nie wszystko co było na niej zapisane mogłam wykreślić. Denerwowało mnie takie działanie pod linijkę, takie planowanie wszystkiego.

Jestem dość spontaniczna i prze długi czas miałam wrażenie, że planowanie odbiera mi możliwość bycia kreatywną. Zabiera cały fan z nagłych, nieplanowanych wyjazdów – bo skoro nie ma ich na liście, to nie mogę przecież niegdzie wyjechać. I tak tkwiłam w swoim przekonaniu i broniłam się rękami i nogami przed planowaniem.

Efekt był taki, że często wstawałam bez konkretnego planu, bez określonego kierunku działania. Snułam się po domu i do południa nic nie robiłam. Potem myślałam jednak, że warto coś zrobić, coś co przybliży mnie do realizacji moich marzeń.

I zaczynałam się zastanawiać co to właściwie powinno być. Zanim wymyśliłam, którą ze spraw się zająć przychodził czas na obiad.

Po obiedzie oczywiście trzeba odpocząć, potem wypić kawę. I właściwie myślę, że wieczorem to już zacznę działać. Często okazywało się jednak, że wieczorem byłam tak zmęczona i znużona, że właściwie już nic mi się nie chciało i szłam spać.

W efekcie zamiast dobrze spędzonego dnia, pełnego działania nie zrobiłam nic konkretnego. Nic, co przybliżyło by mnie do realizacji moich marzeń. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że marzenia trzeba konkretyzować i zamieniać w cele. Inaczej pozostaną raczej w sferze moich marzeń.

Zupełnie inaczej zaczął wyglądać mój dzień, gdy poprzedniego dnia wieczorem siadałam i planowałam kolejny dzień. Oczywiście robiłam to na początku metodą prób i błędów. Szczególnie trudne było dla mnie wybranie priorytetów.

Wpisywałam na listę mnóstwo spraw do załatwienia, zadań do wykonania. Później byłam sfrustrowana, ponieważ połowy z tych zadań nie wykonałam. Przepisywałam na kolejny dzień zadania, które nie zostały wykreślone z listy. To strasznie mnie denerwowało. Tak naprawdę nie mogłam wykonać tych wszystkich rzeczy.

Poszperałam trochę w książkach, Internecie i usprawniłam mój system planowania. Teraz mój plan zazwyczaj w stu procentach zostaje wykonany. Oczywiście nie zawsze.

Zdarzają się różne sytuacje, na które nie mamy wpływu, czasami mamy gorszy dzień. Niekiedy wszystko idzie nie tak i trudno się skupić, ale zazwyczaj mając dobry plan, realizujemy kolejne zadania. Zobacz jak 10 minut poświęcone na planowanie może odmienić Twoje życie.

Czy planowanie jest nudne?

Dla jednych tak, dla innych nie. Znam osoby, które uwielbiają planować. Mają barwne planery, niezwykle rozbudowane. Każda czynność jest dokładnie opisana, nie ma miejsca na nudę.

Są to osoby, które planują dosłownie wszystko np. mają harmonogram sprzątania, ćwiczeń, plan pracy, plan zabaw z dzieckiem, plan dbania o urodę itd. Mając plan na zabawy z dzieckiem możemy efektywnie pracować w domu. Planując każdy dzień możemy rozkręcić własny biznes pracując na etacie.

W drugiej grupie mamy osoby, które wolą działać spontanicznie, nie lubią niczego planować. Każdego dnia idą na żywioł. Czy takie działanie ma sens? Czy może lepiej sprawdza się wpisywanie na listę zadań każdej z czynności, którą danego dnia mamy wykonać?

Gdzie w tym wszystkim miejsce na spontaniczność?

Wyobraź sobie sytuację, gdy dzwonią do Ciebie znajomi z informacją, że za tydzień organizują spontaniczną podróż do Azji na trzy tygodnie. Dodatkowo to podróż, o której zawsze marzyłaś.

Pomyśl teraz jak wygląda sytuacja, kiedy wszystko masz zaplanowane na najbliższy miesiąc. Potem zastanów się jak sprawy wyglądają mają, gdy działasz bez planu, robisz wszystko z dnia na dzień.

Czy możesz sobie pozwolić na wyjazd, gdy wszystko masz zaplanowane?

Prowadzisz bloga, wpisy są przygotowane i czekają na publikację przez najbliższy miesiąc. Z klientami masz ustalone konkretne terminy, zatem musisz postarać się, aby dokończyć zlecenia i przesłać je do klientów przed wyjazdem. To trochę dezorganizuje Twój grafik, ale jest wykonalne.

Co prawda masz zaplanowane na ten czas trzy spotkania służbowe, ale spróbujesz je przesunąć. Ostatecznie dwa z nich udaje się zorganizować przed wyjazdem, a jedno odbędzie się po powrocie z podróży. Przygotowanie do tych spotkań zajmuje Ci kilka godzin, jednak udaje się znaleźć czas i wszystko idzie zgodnie z planem.

Ponieważ planujesz również swój budżet domowy to Twoje finanse są pod kontrolą. Z pewnością też odkładasz pieniądze na swoje wakacje czy przyjemności. Nie mówię tutaj o poduszce finansowej, bo tej na pewno nie ruszysz.

Mieszkanie na bieżąco sprzątasz, więc możesz z czystym sumieniem poprosić koleżankę, aby wpadała podlewać kwiatki.

Zatem pozostaje ogarnąć ostatnie sprawy w firmie, zorganizować posty na facebooka i załatwić opiekę dla kota. Teraz już tylko musisz przygotować się do wyjazdu.

Czy możesz sobie pozwolić na wyjazd, gdy niczego nie planujesz?

Zlecenia się piętrzą, każde z nich realizujesz na ostatnią chwilę. Raczej nie da się tego załatwić w tydzień. Na bloga posty wrzucasz na bieżąco i piszesz wtedy, gdy masz wenę.

Jeśli chcesz wyjechać na trzy tygodnie do Azji to musisz z czegoś zrezygnować. Zatem albo zawiedziesz swoich czytelników i przez trzy tygodnie nie dostaną żadnych nowych treści, lub ewentualnie możesz nie wywiązać się z umów, ale to odbije się na Twojej firmie.

Nie planujesz wydatków, więc kiedy zaglądasz na konto okazuje się, że nie masz tam wystarczających funduszy na taki wyjazd.

W domu panuje bałagan, więc nawet wstyd poprosić koleżankę, żeby przychodziła podlewać kwiatki. Właściwie to nawet nie ma za bardzo co podlewać, ot kilka suchych badyli. Przecież ciągle zapominasz, że powinnaś je podlać.

Ostatecznie rezygnujesz z wyjazdu. Nie uda Ci się przygotować treści na bloga. Zlecenia są rozgrzebane, a terminy gonią. No i najważniejsza kwestia to brak pieniędzy na taki wyjazd.

Cóż marzenia muszą poczekać. A wystarczyło planować, żeby znaleźć sposobność i miejsce na spontaniczność.

Oczywiście przedstawiona powyżej sytuacja jest skrajna. Ale przyznasz, że dobrze obrazuje co można zyskać, kiedy większość rzeczy jest zaplanowana. Widać też czarno na białym, że brak planu może być blokadą do spontaniczności.

Złoty środek.

Myślę, że sekret tkwi w tym, aby znaleźć w tym wszystkim równowagę. Doszczętne zaplanowanie każdej minuty swojego życia nie ma sensu. Trzeba mieć plan, wiedzieć dokąd się zmierza, jednocześnie będąc gotowym na zmiany.

Czasami przytrafiają się sytuacje, których nie jesteśmy w stanie zaplanować. Niekiedy to co działało jeszcze wczoraj, dziś może okazać się dla nas nieprzydatne. Dlatego trzeba być gotowym na zmiany.

Taka elastyczność pozwala znaleźć inną drogę do celu i zmniejsza stres i napięcie. Wypełniony, pękający w szwach kalendarz nie jest dobrym rozwiązaniem.

Brak planu, brak jasno określonych celów powoduje, że stoisz w miejscu. Często też okazuje się, że brak w nim sposobności na spontaniczność.

Dlatego trzeba mieć jasno określone cele, trzeba planować. Jednocześnie musimy być elastyczni, inaczej szybko pojawi się frustracja i złość, że nie wszystko idzie według naszego planu.

A jak jest u Was? Planujecie czy żyjecie spontanicznie? Czy uważacie, że planowanie przeszkadza w byciu spontanicznych? A może pomaga? Koniecznie dajcie znać w kome